Aktualności
Poważne media zasięgnęły opinie od ekspertów i nie przyłączyły się do przedświątecznej kampanii atakującej fermową produkcję jaj w Polsce.
Dzięki temu przed Wielkanocą opublikowane zostały także obiektywne artykuły na temat produkcji jaj. Niektóre media rzetelnie potraktowały ten temat. Pomimo wyraźnej presji PR i Klubu Gaja przeciwko sektorowi jaj, dziennikarze przeprowadzili rozmowy z branżowymi ekspertami i w artykułach tych przytoczyli ich opinie.
powrót
Fragmenty wybranych artykułów prasowych: „Polityka” Nr 17 z 23 kwietnia 2011 r. – artykuł Joanny Solskiej : „ Jaja jak malowane” Fragment tekstu (na podstawie rozmowy z Prof. dr hab. Stanisławem Wężykiem – Prezesem Izby) edukującego konsumentów o rzeczywistej przewadze kur „przemysłowych” nad szczęśliwymi”: „ Kura, zdolna do wyżywienia 9 mld ludzi, ma być nieśna albo mięsna (brojler). Nioski do wyprodukowania nawet 330 jaj rocznie (to dwa razy więcej niż kiedyś ) zachęca, oprócz genetyków, specjalny program świetlny i żywieniowy. Kury ogólnoużytkowe, które jeszcze biegają po chłopskich zagrodach, nie byłyby w stanie wypełnić tego zadania. W zimie, gdy brakuje naturalnego światła, prawie przestają nieść. Z zadaniem zagwarantowania konsumentom pełnego bezpieczeństwa uporano się w ten sposób, że zamknięto nioski do klatek. Najbardziej niebezpiecznym roznosicielem zarazków, takich jak ptasia grypa, są dzikie ptaki. Kury wolno biegające zawsze mogą zetknąć się z ich odchodami. Te klatkowe-nigdy. Już pierwszego dnia, kiedy kurczę wyjęte zostanie z inkubatora weterynarz serwuje mu bogaty program szczepień, powtarzany po kolejnych czterech tygodniach. Każdy kurnik, jeśli jest w nim więcej niż 500 ptaków, musi być pod stałym nadzorem lekarza. Jego właściciel nie boi się już zgłosić ogniska choroby – za chore ptaki, które muszą być utylizowane, płaci Bruksela. Jeśli konsument uzna, że jajko kupione w sklepie mu zaszkodziło, w ciągu kilku godzin wiadomo, z jakiej fermy pochodziło, co zjadła kura, która je zniosła, i kto wyprodukował paszę. Każde niebezpieczeństwo można zdusić w zarodku. Jajko kupione w sklepie wszystkie te informacje ma zawarte na skorupce. Więc kiedy żona prof. Wężyka idzie do sklepu, ma przykazane, by kupować jaja wyłącznie z trójką, czyli klatkowe. Są najbezpieczniejsze- uważa profesor. Kura z przodu klatki ma karmę i poidło, jajko opuszcza klatkę specjalną rynienką, więc nie ma nawet kontaktu ze ściółką. Takiego jajka prawie nikt nie dotyka, a przecież człowiek to potencjalne źródło zarazków. Jajka z ferm są najświeższe, do handlu odstawia się je codziennie. Kura przemysłowa produkuje jajka według precyzyjnego biznesplanu właściciela kurnika. To z niego wynika ciasnota klatek – ptak, który nie ma miejsca do biegania, traci mniej energii. Ilość paszy na uzyskanie jednego jajka jest również ściśle określona. Chłopska kura ogólnoużytkowa, wbrew pozorom, także realizuje biznesplan właściciela – wynika z niego, że ma się sama wyżywić. Tym, co znajdzie na podwórku, oraz resztkami, które wyrzuci jej gospodyni. Żeby się nic nie zmarnowało. W zagrodzie część ptaków pada, ale nikt się tym nie przejmuje i nie wzywa z tego powodu weterynarza. Trzeba zapłacić, a padłego ptaka i tak nie ożywi. Jajka pozostałych mogą przenosić zarazki choroby. Chłopskie jajo, wbite do tatara może być bardzo niebezpieczne. Do listy cech dyskwalifikujących jaja od chłopa prof. Wężyk dolicza kolejne: w stadkach przyzagrodowych zwykle są koguty, jajka najczęściej bywają więc zapłodnione. Takie jajo zaczyna żyć, oddycha, naprawdę trudno je uznać za świeże. Zwłaszcza że zanim trafią na bazar, gospodyni przez jakiś czas musi je zbierać. Nie sposób zrozumieć, dlaczego u nas takie właśnie jajka zyskały miano ekologicznych.” „Wprost” z 24 kwietnia 2011 – artykuł Rafała Pisery – „Jaja polskie – Zielononóżki ponoć już wychodzą z mody” Prof. dr hab. Stanisław Wężyk i ornitolog dr Andrzej Kruszewicz - znawca kur i autor kilku książek o kurach- dyrektor warszawskiego zoo, w rozmowie z autorem artykułu, poddali w wątpliwość nieprawdziwe teorie ekologów o szczęśliwych kurach na wybiegu i lepszej wartości odżywczej jaj. Ekolodzy twierdzą, że: „kura trzymana w klatce narażona jest na większy stres niż ta na wybiegu, co wpływa na jakość jaj. Kura z wolnego wybiegu, ma ich zdaniem, również bardziej zróżnicowaną dietę, dzięki czemu jaja są bogatsze w witaminy i minerały.” Odmienne zdanie mają ww. eksperci - „ to ostatnie nie jest akurat takie pewne. Kury w kurniku są karmione optymalnie, zbilansowaną paszą. Znacznie trudniej kontrolować te, które biegają po trawie. Razem ze składnikami pokarmowymi przyjmują ze środowiska toksyny i chorobotwórcze bakterie. – Salmonella, gruźlica, nieznane szczepy coli – doktor Kruszewicz wylicza najpopularniejsze. Dwuletniej kury raczej nie powinno się jeść. Spożywanie pochodzących od niej jaj także może być ryzykowne.” Temat podsumowany został sceptycznym komentarzem dotyczącym, kreowanej przed świętami w mediach, mody na „szczęśliwe zielononóżki”: „ Moda na kury określonej rasy z czasem przemija. Zapalonych hodowców zielononóżki już nie interesują. Stały się zbyt pospolite. Coraz modniejsze są teraz czubatki polskie, czasami mylnie zwane padewskimi. – to kury dworskie, niegdyś trzymane przez szlachtę – mówi Kruszewicz”. Tylko patrzeć, jak jakiś spec od marketingu postawi ich jaja na półce w delikatesach.” Portal Spożywczy z 21 kwietnia 2011 r. - wypowiedź dr Jacka Małeckiego-Tepicht, Dyrektora Linii Produktowej Drób z Provimi Polska Sp. z o. o. pt.: "Wiejskie jaja nie są kontrolowane". "Co jakiś czas powraca mit, w którym szczególne walory przypisuje się tzw. wiejskim jajom. Tymczasem wedle przyjętych w Polsce kryteriów weterynaryjnych, hodowle liczące do 350 kur nie podlegają obowiązkowi rejestracji i kontroli weterynaryjnej - informuje Jacek Małecki -Tepicht z Provimi. Wiejskie jaja nie są objęte programami zwalczania salmonelli. Tzw. wiejskie jaja nie są objęte programami zwalczania salmonelli i monitoringiem występowania substancji niedozwolonych i skażeń. Jedynie jajo "klatkowe" nie styka się z odchodami kur i jest pakowane automatycznie, bez kontaktu z ludzką ręką. Jacek Małecki -Tepicht podkreśla, że w warunkach chowu wolnowybiegowego kura sama musi sobie znaleźć większą część pokarmu, co nie zawsze odpowiada optymalnemu pokryciu potrzeb żywieniowych. Jego zdaniem jedynie kury utrzymywane w fermach są żywione optymalnie, za pomocą odpowiednio zbilansowanych pasz dostarczanych przez wyspecjalizowanych producentów. - Taka mieszanka dla kur niosek zawiera wyłącznie naturalne składniki: zboża, soję, słonecznik i olej sojowy. Nie ma, bo być nie może w nich mączek mięsnych, antybiotyków. Za jakością pasz jednej z czołowych firm globalnych, produkującej również w Polsce, stoi wiedza wyniesiona z laboratoriów badawczych i ferm doświadczalnych na całym świecie - przekonuje Jacek Tepicht-Małecki. Dodaje, że wyspecjalizowana, poddana rygorom i standardom produkcja pozwala na pełną kontrolę weterynaryjną, a w efekcie na dostarczenie kurom hodowlanym tego, co im naprawdę potrzebne - i jednocześnie decydujące o walorach smakowych i odżywczych jaj. |


















